Dziennikarze Wirtualnej Polski Sportowych Faktów postanowili zapytać wielu działaczy związków sportowych o współpracę z ministrem Nitrasem. W przeddzień rekonstrukcji rządu opinie o szefie resortu są delikatnie mówiąc… miażdżące. Polski sport nie chce takiego ministra.
Opóźnienia w finansowaniu, chaos, utrudniony kontakt, a przede wszystkim brak merytorycznej dyskusji sporcie – czytamy w Wirtualnej Polsce.
No cóż, witamy w świecie ministra Nitrasa, w którym badminton funkcjonuje od półtora roku.
„- Wszyscy wiemy, że Nitras dzieli związki w zależności od powiązań politycznych. Gdy odwiedzałem ministerstwo, jedna z urzędniczek – niby w żartach – zapytała nawet, na której liście jesteśmy – opowiada jeden z prezesów.” Czy tak ma wyglądać ministerstwo i współpraca ze związkami sportowymi?
„Gdy dzwonimy do prezesów związków i pytamy, jakie dostrzegają sukcesy ministra po jego półtorarocznym szefowaniu, niemal zawsze na początku zderzamy się z kilkusekundowym milczeniem. – Pomyślę, oddzwonię za kilka godzin – mówi jeden z działaczy. Słowa dotrzymuje: – Miałem nadzieję, że coś wymyślę, ale nie dałem rady. Nie widzę żadnego pozytywu.
– A muszę coś wymyślać? – odpowiada inny. Trzeci działacz zauważa: – Zapowiedzi były dość ciekawe i czekałem, co się wydarzy. Niestety nic z tego nie zostało zrealizowane.
Większość nie chce też mówić pod nazwiskiem: – Nie zaryzykuję przyszłości związku, bo minister w każdym momencie może nas odciąć od finansowania, tak jak badminton – tłumaczy kolejny działacz.”
„– Minister zapowiedział, że więcej kasy pójdzie na lokalną, drobną infrastrukturę sportową, zamiast na wielkie stadiony – dodaje inny działacz. – Nic jeszcze nie powstało, ale cieszy choćby deklaracja.” – czytamy na stronach WP. Nie sposób nie skojarzyć tego ze słynnym cytatem z kampanii prezydenckiej: „Cóż szkodzi obiecać?”.
Okazuje się, że otwarcie i pod nazwiskiem o działaniach i zachowaniu ministra mówi tylko prezes Polskiego Związku Badmintona.
„- Miałem okazję współpracować z wieloma szefami sportu, ale gorszego od Nitrasa nie pamiętam. Ministerstwo stało się zakładnikiem jego politycznych fobii, a on nie potrafił wyjść z roli politycznego awanturnika. Być może umie przemawiać na wiecach i insynuować, ale zarządzać ministerstwem na pewno nie. Dość ma go zdecydowana większość prezesów sportowych związków” – mówi WP Marek Krajewski.


































