Rozmowa z wiceprezesem zarządu Polskiego Związku Badmintona, Lechem Szargiejem. Kandydatem na prezesa w nadchodzących wyborach.
Jak ocenia pan ostatnią kadencję zarządu PZBad ?
Bardzo dobrze, choć z trudnościami.
Patrząc na cała kadencję, należy pamiętać w jakiej sytuacji był przejmowany Związek. Bez trenującej kadry narodowej, bez trenerów, bez ośrodka, bez popłaconych rachunków i z długami – pół miliona złotych. Jeszcze trzeba pamiętać o długu do ZUS, po wcześniejszym Zarządzie – milion złotych.
Mówiąc szczerze, nie sądziłem, że będziemy w stanie pospłacać wszystkie długi – półtora miliona – i „poskładać” dyscyplinę. Z wielkim trudem, ale to się udało!
Mamy ośrodek dla kadry na najwyższym poziomie, trzy ośrodki młodzieżowe, weszliśmy w program ośrodków dla szkół podstawowych (osbad-y), trenerzy kadry to wszyscy wybitni zawodnicy wspierani już trzeci rok przez trenerów duńskich (też wybitnych zawodników). Kadra wyjeżdżała na zgrupowania do Azji i tam trenowała z najlepszymi. Historyczne wyniki w grupach juniorskich z mistrzostwem Europy U-19 Mateusza Golasa na czele.
Zmieniliśmy oblicze Ekstraligi Badmintona, przez kilka lat funkcjonowała na najwyższym profesjonalnym poziomie. Wprowadziliśmy rozgrywki pierwszej i drugiej ligi, dając możliwość i motywacje wielu zawodnikom do jak najdłuższego uprawiania dyscypliny.
Poprzez programy ministerialne wspieraliśmy ponad sto klubów w Polsce w ich rozwoju. Organizacja Mistrzostw Europy i innych turniejów międzynarodowych pokazała, że możemy być wzorem dla innych.
Po stronie porażek należy zapisać brak kwalifikacji na Igrzyska Olimpijskie, ale wiedzieliśmy, że dziura pokoleniowa nas dogoni i będzie trzeba z nią się zmierzyć. W sporcie nic nie dzieje się nagle i trzeba cierpliwie budować przyszłość, wyniki juniorów pokazują, że jesteśmy na dobrej drodze.
Co było najważniejszą rzeczą, którą udało wam się zrobić ?
Na pewno do największych sukcesów należy stworzenie możliwości dla kadrowiczów utrzymania się i rozwoju sportowego. Reprezentują Polskę jako żołnierze i sportowcy.
Jakie ma pan zdanie na temat „afery z ministrem Nitrasem” ? Dzisiaj potrafimy odpowiedzieć na pytanie, kto w tym sporze miał rację?
Jestem w sporcie tak długo, że już nie pamiętam (śmiech) i nigdy w swojej historii nie spotkałem się z podobną sytuacją. Determinacja urzędnika w „zniszczeniu” dyscypliny była niespotykana i dla mnie nie zrozumiała. O tylu permanentnych kontrolach różnych instytucji nie słyszałem w całym sporcie. Biuro Związku przez półtora roku pracowało w sprawach bieżących i jednocześnie obsługiwało kontrolerów, wielkie uznanie dla pracowników Związku z panią Wiśniewską na czele. Dlatego tym, którzy mówią o braku transparentności i jakichś nieprawidłowościach, radziłbym się zastanowić dlaczego kłamią i w jakim robią to celu? Ja znam treści protokołów pokontrolnych!
Nigdy nie byłem w takiej sytuacji, że poglądy polityczne miały wpływ na sport. Tym bardziej, że w Zarządzie mamy różne poglądy i nigdy one nie były przeszkodą w jednolitym działaniu. Ministerstwo po dwudziestu miesiącach nie jest nam w stanie odpowiedzieć „za co mamy zwrócić pieniądze”, coś niesamowitego? ! Bezprawnie jesteśmy finansowani przez podmioty trzecie. Jestem pewny, że deklaracje obecnego Ministra o chęci wyprostowania wszystkich spraw są prawdziwe i to będzie mój priorytet , jako przyszłego prezes Zarządu.

Jak patrzy pan na tendencję, która ma miejsce obecnie, do omijania central sportowych w dotacjach z ministerstwa? Przykładem może być program ministerialny Klub PRO.
Co prawda, jako prezes Hubala Białystok jestem beneficjentem tego programu, ale program „rozwala” nasz system. 5-6 klubów badmintonowych w Polsce czerpie korzyści z programu, a co z resztą (około 100)? Tak jak wspomniałem, za naszej kadencji z programów ministerialnych korzystało ponad 100 klubów. Do tej pory Związek dostawał te pieniądze i dystrybuował je na szkolenie, a teraz tych 5-6 klubów mają przejąć role Związku? Klub PRO sprzyja wczesnej specjalizacji i zasadzie „wynik tu i teraz”, a my chcemy to zmienić, czyli spokojnie, metodycznie szkolić zawodników, żeby jak najdłużej byli w dyscyplinie i osiągali wyniki w odpowiednim czasie. Warto w tym zakresie solidniej popracować.
Od wielu lat jest pan w badmintonie. Jest pan głównym autorem sukcesu Hubala Białystok. Jak pan patrzy z perspektywy czasu – jak wygląda dzisiaj polski badminton w porównaniu z dekadą, dwiema wstecz?
Pod względem warunków treningowych, bytowych, organizacyjnych zdecydowanie teraz jest lepiej. Jednak clou każdej dyscypliny to zawodnicy. Możemy jako Hubal pochwalić się olimpijczykami (Mateusiak, Zięba, Dziółko), Klubowym Mistrzostwem Europy i tak, jak pozostali olimpijczycy z innych klubów, to było zdecydowanie inne pokolenie. Oni musieli wszystko wywalczyć dla siebie sami, to dzieci wychowywane na podwórkach i mające codziennie WF. Inny poziom motywacji. Teraz, niestety, poziom ogólnego przygotowania sprawnościowego z każdym rokiem w szkołach jest coraz niższy, co skutkuje na całe pokolenia i wyniki sportowe w całym polskim sporcie.
Jest pan jednym z kandydatów na prezesa PZBad. Jaki jest pana plan na badminton w najbliższej przyszłości?
W sporcie można powiedzieć jestem od zawsze, w młodości jako zawodnik wielu dyscyplin, później jako organizator wielu przedsięwzięć nie tylko z badmintona. Jako dyrektor szkoły (36 lat na stanowisku) i prezes klubu wprowadziłem na wysoki poziom badminton, sporty zimowe, lekką atletykę. Rozwijałem łucznictwo, taniec, aerobik i wszelką aktywność ruchową (aż w 17 dyscyplinach).
Chęć kandydowania jest spowodowana poczuciem odpowiedzialności za dyscyplinę i widząc podziały w środowisku, sądzę, że jestem najlepszą osobą. Wykorzystam swoje doświadczenie do scalenia środowiska i uświadomienia wszystkim, że badminton jest jeden i tylko razem możemy go rozwijać.
Będąc młodym emerytem (śmiech) mam dużo czasu, żeby go spożytkować na rozwój tego na co poświęciłem …najwięcej czasu.
Wierzę, że wszyscy chcemy tego samego, czyli rozwoju badmintona, ale często mamy inne koncepcje osiągnięcia tego samego celu. Ten potencjał musimy wykorzystać, bo beneficjentami sukcesów będziemy MY sami.
Jako dyscyplina nie z pierwszych stron gazet, musimy mieć dobre kontakty z głównym partnerem, czyli MSiT. Mamy wiele atutów i sukcesów, co należy zauważyć i podkreślać.
W moim planie jest szkolenie trenerów wg wzorców sprawdzonych np. w Danii, Francji, Turcji …i wprowadzenie motywującej certyfikacji zawodu nauczyciela, instruktora i trenera.
Rozwój programu Ośrodków Szkolenia Badmintona jest dla nas dużą szansą ujednolicenia szkolenia i podniesienia poziomu sportowego.
Zarząd będzie działał wg innych zasad, tzn. większe kompetencje spadną na członków Zarządu odpowiedzialnych za poszczególne obszary.
Komunikacja z klubami i okręgami też musi ulec poprawie, bo tam jest nasza siła i przyszłość.
Na pewno więcej środków będziemy przeznaczać na poszczególne kadry juniorskie, niż na szkolenie grupowe, bo widzimy co jest efektywne.
Chcemy oczywiście powrócić do wysokiego poziomu organizacji ekstraligi i rozwoju rozgrywek na niższych poziomach. Chciałbym, aby jakiekolwiek rozgrywki ligowe były w każdym województwie, najlepiej we współpracy ze szkolnymi związkami sportowymi.
To wszystko będzie możliwe jeśli wszyscy w zgodzie, szacunku i zrozumieniu będziemy rozwijali naszą kochaną dyscyplinę. Nie interesują mnie animozje ani wzajemne obrażanie się, najczęściej bez przyczyny. Razem możemy więcej.







































Ograniczyć możliwość grania na turniejach krajowych tylko do dwóch gier.
Na turniejach krajowych grupy 4 osobowe z grupy wychodzą dwie osoby. W grach gra do 15 pkt. Po wyjściu z grup do 21 pkt. Ograniczyć ilośc turniejów dwudniowych.